Wyobraźcie to sobie: cichy świt, starszy pan zgarbiony, z torbą pełną kości, kaszy i suchych kromek chleba.
Leżała bez ruchu.Jej maleńkie ciałko było tak kruche, że wydawało się, iż jeden nieostrożny dotyk może
Siedział pośrodku pustego podwórka, bardziej przypominając brudną kupę śmieci niż żywą istotę.
Leżał na zimnym asfalcie, jak mały kłębek brudu, nikomu niepotrzebny, zapomniany i porzucony.
Szło powoli ulicą, jakby każdy ruch był próbą sił. Jego chude ciało przypominało żywy szkielet, pod cienką