Jego oczy spotkały nas pierwsze. Oczy, w których nie było psa — tam siedział ból, stary, zastygły jak
Rudy futro zbite było w kołtuny, oczy zgasły, a łapa była owinięta szmatą, która dawno zamieniła się
Nazywano ją Luna, chociaż w schronisku nikt nie był pewien, czy to imię zostało z poprzedniego życia
Co czuje pies, kiedy tygodniami siedzi przy pustej misce i czeka na tego, kto nigdy nie przyjdzie?
Stał ze spuszczoną głową, jakby świat nagle stał się zbyt ciężki dla jego kościstych ramion.