Siedział na popękanym, różowym betonie, jakby ta ziemia pod nim była ostatnią wyspą, na której można
Po raz pierwszy zobaczyłem ją w najdalszym kącie schroniskowego pomieszczenia, gdzie słabe światło żarówki
Stała przy ścianie zimnego gabinetu, cienka jak cień, krucha jak szkło. Zauważyłem ją od razu: kości
Słońce tamtego dnia świeciło prosto w oczy, a asfalt pod stopami wydawał się rozgrzany do czerwoności.
Nigdy nie lubiłem łańcuchów. Nawet wtedy, gdy po prostu leżą w garażu czy wiszą na bramie, zawsze wydawały