Uncategorized
077
Nie odpowiedział, oczywiście, tylko wzruszył ramionami, jak człowiek, który nie wie, gdzie schować…
Zauważyłam go nie od razu: na szarym asfalcie przy czerwonym pasie krawężnika stało coś zbyt chude, by
Uncategorized
0153
Tam trawa wyrasta z rdzy, wiatr nosi papierki…
Pustkowie za strefą przemysłową zawsze wydawało mi się miejscem, w którym miasto zapomina oddychać.
Uncategorized
09k.
Poranek za supermarketem pachniał jak zwykle…
Poranek za supermarketem pachniał jak zwykle: świeżym chlebem ładowanym do furgonu, rozlanym kefirem
Uncategorized
0224
Wypłynęliśmy wcześnie rano
Rzeka tego dnia pachniała glonami, starym drewnem i ciszą po nocnym deszczu. Wypłynęliśmy wcześnie rano
Uncategorized
0618
Jego oczy — ogromne, zbyt wielkie jak na tak małą mordkę…
W mokrym kartonie, porzuconym przez los,siedział szczeniak — maleńki, niepotrzebny nikomu.Oczy w oczy