Siedział na zimnym betonie, chudy aż do kości, z gasnącymi oczami, z których płynęły prawdziwe łzy.
Leżał na metalowym stole, jego ciało drżało ze słabości. Sierść była skołtuniona w brudne kłaki, na łapach
Stał na drodze, chwiejąc się z wycieńczenia. Jego ciało było jednym wielkim żebrem, skóra zwisała fałdami
Przez kurz i kamienie, przez gwar podwórza,Leży wtulona — psia dusza wzburzona.Wokół ruiny, rozsypane
Tonę w ziemi, co ścisnęła mój ślad,Świat wokół milczy, w nim odpowiedzi brak.Każdy oddech — jak bitwa