Co jest ze mną nie tak…?

Filifionka mieszka w schronisku już dwa lata. Dwa lata — to więcej niż całe jej wcześniejsze życie. Znaleziono ją maleńką, brudną, zlepioną od resztek czegoś niejadalnego. Siedziała w kartonie przy targu, gdzie obok przechodziły setki ludzi — nikt się nie zatrzymał. Nikt nie spojrzał. Nikt nie zapytał, jak ma na imię. Jakby w ogóle nie istniała.

A jednak istniała. Z maleńkim sercem, które drżało na każdy krok obok. Z łapkami, które trzęsły się z zimna. Z oczami — zbyt dużymi, zbyt czystymi na ten świat.

Nazwali ją Filifionką — bo była w niej jakaś wyjątkowa, cicha tęsknota. Nie kapryśna, nie skarżąca się. Po prostu głęboka, milcząca. Jakby zawsze wiedziała: nie miała szczęścia urodzić się w tym ciele, w tym świecie, w tym miejscu. Zbyt krucha. Zbyt delikatna. Zbyt wrażliwa. A takim jest najtrudniej.

A jednak przeżyła. W schronisku ją nakarmiono, wyleczono. Stała się trochę pełniejsza, trochę żywsza, trochę głośniejsza. Ale wciąż — inna. W pokoju, gdzie szczenięta biegały, szczekały, bawiły się, ona siedziała w kącie. Nie dlatego, że nie chciała się bawić. Ale dlatego, że zbyt często bolało, gdy podchodziła pierwsza.

W ciągu tych dwóch lat miała siedem prób znalezienia domu. Siedem. Siedem razy była fotografowana, głaskana, obiecywano, że „ktoś się odezwie”. Raz nawet zabrano ją do domu. Ale po trzech dniach oddano — „boi się gwałtownych ruchów, nie bawi się, nie spełnia oczekiwań”. Jakby była zepsutą zabawką.

Od tamtej pory prawie nie podchodzi do obcych. Tylko patrzy. Ten wzrok… Nie ma w nim ani nadziei, ani rozpaczy. Jest tam jedno pytanie. Jedno, bolesne: „Co jest ze mną nie tak?”

I nikt nie potrafi odpowiedzieć. Bo to nie z nią jest coś nie tak. To z nami. Z tymi, którzy wybierają psa według rasy, mody, „temperamentu”. Z tymi, którzy nie widzą duszy pod sierścią. Którzy nie rozumieją, jak wiele może powiedzieć jedno ciche spojrzenie.

A ona wciąż czeka. Siedzi w kącie swojego boksu. Obok miska z wodą. Kocyk. I ten wzrok. Bez słów, ale prosto w serce.

I jeśli dotrwałeś do końca tej historii — wiedz: może właśnie ty jesteś jej człowiekiem. Tym, który nie boi się ciszy. Tym, który potrafi spojrzeć głębiej. Tym, który pewnego dnia powie:
„Nie jesteś porzucona. Jesteś największym skarbem, jaki mógł mnie spotkać”.

Оцените статью
Co jest ze mną nie tak…?
Kiedy głód staje się nazwiskiem